PORADNIA "IZYDA"
ul. Upalna 88
15-668 Białystok
tel. 085 661 20 75

Godziny rejestracji:
pon.-czw. 10-18
piątek 12-19
sobota 9-12

Kontakt:
rejestracja@jablonowski.pl


Alina B. bezpłodność
Pana Zdzisława Jabłonowskiego poznałam ponad 19 lat temu.Miałam wtedy trudności z zajściem w ciążę.
więcej »



Iwona A. lat 25 gronkowiec
Problem mój zaczął się po wizycie u kosmetyczki. Twarz moja pokryła się ropnymi wypryskami. Po pęknięciu takiego wyprysku pozostawała blizna
więcej »



Ewa K. lat 44 rwa kulszowa
Od kilku lat cierpiałam na bardzo silny ból nogi. Lekarze przepisywali coraz silniejsze leki przeciwbólowe, które działały krótko i coraz słabiej
więcej »



Wiesław S. lat 66 zawroty głowy
Od kilku lat miałem zawroty głowy.....
więcej »



Anna Z. lat 65 Nietrzymanie moczu
Miałam bardzo nieprzyjemne schorzenie, podczas kaszlu, czy śmiechu następował u mnie samowolny wyciek moczu
więcej »



Elżbieta L. lat 50 zaburzenie krążenia obwodowego w nogach
Nie miałam już innej możliwości, lekarze rozłożyli ręce, a więc zgłosiłam się do bioenergoterapeuty-kręgarza Pana Jabłonowskiego.
więcej »



Mirosław P. lat 46 zanik mięśni
Zgłosiłem się do Pana Jabłonowskiego z dziwną dolegliwością, z którą nie dawali sobie rady lekarze......
więcej »



Julia B. lat 5 alergia pokarmowa
Od urodzenia moje dziecko miało alergię pokarmową. .....
więcej »



Bogdan B. lat 32 przepuklina krążków
Skierowano mnie na operację kręgosłupa....
więcej »



Katarzyna lat 9 lamblie
Od dłuższego czasu u mojej córki występowały silne bóle brzucha....
więcej »



Nazywam się Zdzisław Jabłonowski. Już od ponad dwudziestu lat leczę ludzi. Leczę mocą swych rąk i swego organizmu.

Ukończyłem Politechnikę Białostocką. Od ponad dwudziestu lat jestem bioenergoterapeutą, hipnotyzerem, kręgarzem, homeopatą; człowiekiem swobodnie poruszającym się w przestrzeni pomiędzy medycyną konwencjonalną, a tą nazywaną potocznie - naturalną. Często myślę, że swój dar odziedziczyłem po dziadku. Mój dziadek, Tomasz Jamiołkowski, szlachcic zagrodowy z miejscowości Jamiołki Piotrowięta koło Sokół na Podlasiu, był człowiekiem uczonym. W początkach dwudziestego wieku studiował w Moskwie i Wilnie. Obdarzony był, podobnie jak ja, mocą uzdrawiania i leczenia ludzi. Niestety wszystkie swoje notatki, przed śmiercią, kazał spalić nie widząc godnego następcy.

Swoją niekonwencjonalną energię poczułem pierwszy raz, gdy za namową kolegi wziąłem do rąk kawałek wierzbowej gałązki i z tą zaimprowizowaną różdżką przeszedłem się po polu, nad żyłą wodną. Gałązka w pewnej chwili wygięła się tak silnie, że podrapała skórę na rękach. Nie dało się jej utrzymać w poziomie. Wszystko zaczęło się od różdżkarstwa. Zająłem się radiestezją. Wraz z kolegami badaliśmy cieki wodne w wielu miastach i ocenialiśmy czy tereny są przydatne pod zabudowę mieszkaniową. Między innymi dzięki naszym sugestiom zrezygnowano z wysokiego budownictwa na jednym z suwalskich osiedli, które zaprojektowano na bardzo patogennym terenie.

Swoje pierwsze kroki w leczeniu ludzi stawiałem we wczesnych latach osiemdziesiątych, w białostockiej Spółdzielni Lekarskiej "Eskulap"- jako biomasażysta - ówczesne władze wyklęły bioenergoterapię. Wypędzono nas ze wszystkich przychodni lekarskich. "Eskulap" się nie ugiął. Tam też po raz pierwszy sformułowałem swoje zasady przyjmowania pacjentów. Zawsze przy badaniach musiał być obecny lekarz. Nigdy nie odstawialiśmy i nie odstawiamy leków przepisywanych przez innych lekarzy, a także nie rezygnujemy z konwencjonalnych metod leczenia. Każdy pacjent wyraża zgodę na dodatkowe zabiegi w zakresie medycyny naturalnej, jako leczenie równoległe.

"Primum non nocere" ("Po pierwsze - nie szkodzić") - ta najważniejsza lekarska maksyma jest również najważniejszą w mojej praktyce. W latach osiemdziesiątych "uzdrowicielstwo" było modne. Sława Harrisa, telewizyjne "adin, dwa, tri..." Kaszpirowskiego, pierwsze przedruki zachodnich publikacji o medycynie niekonwencjonalnej rozbudziły w ludziach olbrzymie zainteresowanie, a u wielu ciężko chorych nadzieję. Wyroiło się wielu szarlatanów żerujących na rozpaczy chorych. Nie chciałem być z nimi utożsamiany. Stąd też twarde i do bólu przestrzegane normy przyjęć pacjentów i ścisła współpraca z najlepszymi lekarzami. Stąd wybór drogi wspólnie z medycyną konwencjonalną. Ja po prostu wspieram lekarzy. Idę wraz z nimi równoległą drogą. Jeśli uda się mi pomóc cierpiącemu pacjentowi, to uważam, że jest to w równej mierze zasługa przyjmujących wraz ze mną lekarzy.

Nawet najbardziej tajemnicze i kontrowersyjne metody używane przeze mnie, odbywają się pod kontrolą i opieką lekarzy, często z tytułami profesorskimi. Doskonałym przykładem może być hipnoza. Hipnozę stosowałem do leczenia nałogów, zwalczania otyłości, jąkania się, stanów lękowych i nerwic. Hipnoza sprawdziła się znakomicie również przy porodach.

Pamiętam 23-letnią pacjentkę, która urodziła pod hipnozą w 1988 roku, w białostockim szpitalu. Poród odbierał znakomity lekarz, ginekolog-położnik, prof. Marian B. Wprowadziłem kobietę w hipnotyczny sen i w jej podświadomość zamiast odczuwać bóle porodowe kazałem iść do lasu i jeść poziomki. Poród odbył się bez sensacji. Pacjentka nie czuła bólu.

W seansach hipnotycznych uczestniczył również nieżyjący już słynny psychiatra, prof. Zdzisław F. To właśnie z nim dokonałem dwóch bardzo głośnych eksperymentów.
W pierwszym, po raz pierwszy w historii hipnozy, sterowałem nie tylko reakcjami rodzącej kobiety, ale bezpośrednio skurczami jej macicy. Takie "złamanie kodu" macicy jest uważane za rzecz prawie niewiarygodną. Zaskoczył nas fakt, że po tego typu porodach nie występowały u rodzących psychozy poporodowe.

Drugi eksperyment zatytułowaliśmy "Podróż w czasie - psychologia prenatalna". Pod ścisłą kontrolą lekarza, nakazałem pacjentce cofanie się w przeszłość, aż do... okresu płodowego. Nakręcono film z tego eksperymentu. Robi on wręcz wstrząsające wrażenie pokazując co czuje i słyszy dziecko w okresie życia płodowego.

Opisy tych eksperymentów ukazały się w katowickim "Annales Academiae Medicae Silensis", w 1989 roku i były przedstawiane na zjeździe położników i psychologów w Katowicach.

Bardzo rzadko używam różdżki, wahadełka czy innych przedmiotów do badań. Wystarczają ręce. Dzięki nim wyczuwam ogniska chorobowe u pacjentów i nimi przekazuję chorym swoją energię. Nadal pokutuje przesąd, że uzdrowiciele przekazujący swoją energię chorym czynią to ze szkodą dla własnych organizmów. To wierutna bzdura. Przekazywałem swoją energię tysiącom pacjentów. W drastycznych przypadkach nawet dla kilkudziesięciu dziennie. Nie choruję i nie bywam na zwolnieniach lekarskich. Nie czuję osłabienia swego organizmu.

Dzięki swojej pracy poznałem sporo świata. Szukałem wody na algierskiej pustyni, byłem wielokrotnie w Rosji, przyjmowałem pacjentów w Kanadzie. Spotkałem się i współpracowałem z wieloma pasjonującymi ludźmi, m. in. z prof. Słuckim, nauczycielem słynnego Kaszpirowskiego.

Do utworzenia strony internetowej skłonili mnie pacjenci, którzy stwierdzili, że powinienem pokazać swoje osiągnięcia na szerszym forum. Obecnie przyjmuję swoich pacjentów w swojej poradni, nadal z lekarzami, Nie ma moich ogłoszeń, a od ponad 20 lat reklamą jest moja praca i zadowoleni pacjenci. Zajmuję się nadal bioenergoterapią, medycyną manualną, czyli kręgarstwem, a także homeopatią, którą jako jeden z pierwszych wprowadziłem w Białymstoku. Nie mam już czasu na hipnozę. Staram się łączyć wszystkie znane mi metody leczenia dla dobra pacjenta.

Zachęcam wszystkich internatów do odwiedzania mojej strony. Znajdziecie tu Państwo opisy niektórych przypadków i opinie pacjentów. Wszystkie opisywane przypadki są udokumentowane w prowadzonych przez lekarzy kartach chorobowych i oparte na obiektywnych badaniach.